Skomentuj relację
Ocena atrakcji
4.5
Muzeum zajmuje duży obszar, do oglądania jest sporo eksponatów zarówno pod dachem jak i na zewnątrz, warto więc wybrać się tu przy ładnej pogodzie.
Na początek mamy nowoczesny budynek główny, które jednak tylko częściowo jest wykorzystany na ekspozycje. Trafiliśmy na dzień, gdzie jedno skrzydło było zamknięte. Jednak to najważniejsze - z salą interaktywną działało. Centralne miejsce zajmuje w niej niewielki samolot, do którego kabiny można wejść i zabawić się w pilota. O ile tu jeszcze dało się dostać po niedługim oczekiwaniu to do komputerowego symulatora było już znacznie trudniej, bo nikt nie limituje czasu i jak dziecka nie kontroluje rozumny rodzic, to może tam siedzieć w nieskończoność, uniemożliwiając dostęp innym dzieciom. Interaktywny jest też balon, którego można nadmuchać, aby się uniósł, strumień powietrza unoszący piłkę oraz parę terminali komputerowych z układankami.
Kilka innych, nieźle wyglądających urządzeń było zepsutych. Nie jest to chyba coś wyjątkowego, bo znam osoby które odwiedziły muzeum kilka miesięcy później i także narzekały na awarie, więc wygląda, że nikt się tym nie przejmuje. W sali stoi także żyroskop, ale żeby z niego skorzystać muszą być spełnione 2 warunki. Po pierwsze trzeba kupić dodatkowy bilet, po drugie człowiek obsługujący musi być na swoim stanowisku. Czekaliśmy długo i w końcu zrezygnowaliśmy, dopiero w drodze powrotnej udało nam się go zastać. Sam żyroskop to ciekawe przeżycie, ale jak dla mnie jeden raz wystarczy.
Dalsze zwiedzanie to hangary oraz różne maszyny lotnicze na wolnym powietrzu (w tym kilka egzemplarzy innego sprzętu wojskowego). Jeden z hangarów wypełniony jest silnikami. Od stosunkowo niewielkich po olbrzymy. Kolekcja jest bogata, silniki posiadają kartki z opisem, ale ekspozycja skierowana jest głównie do pasjonatów i znawców. Jako laik nie jestem w stanie jej docenić. Gdyby choć jeden pracował, albo były wyświetlane jakieś materiały filmowe prezentowałoby się to znacznie lepiej, a tak jest po prostu nudne.
Inny hangar mieści zabytkowe (w różnym stadium zniszczenia) pojazdy latające i to już jest bardzo ciekawe. Można zobaczyć jak wyglądały najstarsze jednostki z Polski, Niemiec czy Francji.
Kolejny hangar poświęcony jest polskim spadochroniarzom. Fajnie zaaranżowany, z postacią wyskakującą z samolotu oraz lądującą na ziemi, z odtworzonymi stanowiskami ogniowymi (włącznie z arabskim napisami), dużo zdjęć i informacji.
Największy hangar wypełniony jest samolotami, helikopterami i szybowcami zwisającymi z dachu, jest też ekspozycja gablotkowa m.in. z ubiorem pilotów. Wszystko fajnie, z jednym podstawowym mankamentem - żadnego obiektu nie można oglądać wewnątrz! Tak więc w całym muzeum lotnictwa jedynie samolocik w sali interaktywnej ma otwartą kabinę. Można jeszcze co prawda zwiedzić śmigłowiec papieski, ale otwiera się go 4x dziennie na kwadrans, więc znowu trzeba stać w kolejce, a czas na oglądanie jest mocno limitowany.
Było to więc wielkie rozczarowanie, bo co to za muzeum lotnictwa gdzie zwiedzający nie mają nawet możliwości porównania wnętrz różnych maszyn, zasiąść za sterami śmigłowca, albo w kabinie szybowca itp.?!?
W zamian można oglądać wiele maszyn rozstawionych na trawie przy alejkach. Jest tu np. "Aleja MIGów", ale zdewastowane samoloty wyglądają prawie tak samo i czy jest ich 2 czy 20 nie ma właściwie żadnego znaczenia. Podobnie jest z rzędem śmigłowców, też są prawie identyczne, więc mnogość eksponatów nie przekłada się na ich atrakcyjność.
Na koniec poszliśmy do ostatniego hangaru porównującego NATO i Układ Warszawski. Jest to ciekawie wykonana ekspozycja przenosząca w czasy "zimnej wojny". Może nie ma za dużo eksponatów, ale za pomocą światła i multimediów wytworzono fajny klimat. Są też 2 terminale komputerowe, na których dzieciaki mogą pobawić się m.in. w ubieranie szpiegów, pod warunkiem że mają ze 150 cm, inaczej nie zobaczą ekranu. Tak więc zamiast skupić się na wystawie musiałem podtrzymywać dzieciaka na rękach! Nie wiem kto za to odpowiada, ale trudno mi pojąć, że w instytucji, która żyje z turystyki rodzinnej panuje taka bezmyślność. Nie trzeba przecież zmieniać obudowy terminali - wystarczy postawić tam jakiś podest!!
Tak więc, ogólnie muzeum ma dużo do pokazania, ale co do jego funkcjonowania mam spore zastrzeżenia. Oferta dla turystów powinna być zdecydowanie poprawiona. Z drugiej strony bilety nie są drogie - rodzinny (dla 4 osób) za 34 zł to bardzo korzystna cena.
Na początek mamy nowoczesny budynek główny, które jednak tylko częściowo jest wykorzystany na ekspozycje. Trafiliśmy na dzień, gdzie jedno skrzydło było zamknięte. Jednak to najważniejsze - z salą interaktywną działało. Centralne miejsce zajmuje w niej niewielki samolot, do którego kabiny można wejść i zabawić się w pilota. O ile tu jeszcze dało się dostać po niedługim oczekiwaniu to do komputerowego symulatora było już znacznie trudniej, bo nikt nie limituje czasu i jak dziecka nie kontroluje rozumny rodzic, to może tam siedzieć w nieskończoność, uniemożliwiając dostęp innym dzieciom. Interaktywny jest też balon, którego można nadmuchać, aby się uniósł, strumień powietrza unoszący piłkę oraz parę terminali komputerowych z układankami.
Kilka innych, nieźle wyglądających urządzeń było zepsutych. Nie jest to chyba coś wyjątkowego, bo znam osoby które odwiedziły muzeum kilka miesięcy później i także narzekały na awarie, więc wygląda, że nikt się tym nie przejmuje. W sali stoi także żyroskop, ale żeby z niego skorzystać muszą być spełnione 2 warunki. Po pierwsze trzeba kupić dodatkowy bilet, po drugie człowiek obsługujący musi być na swoim stanowisku. Czekaliśmy długo i w końcu zrezygnowaliśmy, dopiero w drodze powrotnej udało nam się go zastać. Sam żyroskop to ciekawe przeżycie, ale jak dla mnie jeden raz wystarczy.
Dalsze zwiedzanie to hangary oraz różne maszyny lotnicze na wolnym powietrzu (w tym kilka egzemplarzy innego sprzętu wojskowego). Jeden z hangarów wypełniony jest silnikami. Od stosunkowo niewielkich po olbrzymy. Kolekcja jest bogata, silniki posiadają kartki z opisem, ale ekspozycja skierowana jest głównie do pasjonatów i znawców. Jako laik nie jestem w stanie jej docenić. Gdyby choć jeden pracował, albo były wyświetlane jakieś materiały filmowe prezentowałoby się to znacznie lepiej, a tak jest po prostu nudne.
Inny hangar mieści zabytkowe (w różnym stadium zniszczenia) pojazdy latające i to już jest bardzo ciekawe. Można zobaczyć jak wyglądały najstarsze jednostki z Polski, Niemiec czy Francji.
Kolejny hangar poświęcony jest polskim spadochroniarzom. Fajnie zaaranżowany, z postacią wyskakującą z samolotu oraz lądującą na ziemi, z odtworzonymi stanowiskami ogniowymi (włącznie z arabskim napisami), dużo zdjęć i informacji.
Największy hangar wypełniony jest samolotami, helikopterami i szybowcami zwisającymi z dachu, jest też ekspozycja gablotkowa m.in. z ubiorem pilotów. Wszystko fajnie, z jednym podstawowym mankamentem - żadnego obiektu nie można oglądać wewnątrz! Tak więc w całym muzeum lotnictwa jedynie samolocik w sali interaktywnej ma otwartą kabinę. Można jeszcze co prawda zwiedzić śmigłowiec papieski, ale otwiera się go 4x dziennie na kwadrans, więc znowu trzeba stać w kolejce, a czas na oglądanie jest mocno limitowany.
Było to więc wielkie rozczarowanie, bo co to za muzeum lotnictwa gdzie zwiedzający nie mają nawet możliwości porównania wnętrz różnych maszyn, zasiąść za sterami śmigłowca, albo w kabinie szybowca itp.?!?
W zamian można oglądać wiele maszyn rozstawionych na trawie przy alejkach. Jest tu np. "Aleja MIGów", ale zdewastowane samoloty wyglądają prawie tak samo i czy jest ich 2 czy 20 nie ma właściwie żadnego znaczenia. Podobnie jest z rzędem śmigłowców, też są prawie identyczne, więc mnogość eksponatów nie przekłada się na ich atrakcyjność.
Na koniec poszliśmy do ostatniego hangaru porównującego NATO i Układ Warszawski. Jest to ciekawie wykonana ekspozycja przenosząca w czasy "zimnej wojny". Może nie ma za dużo eksponatów, ale za pomocą światła i multimediów wytworzono fajny klimat. Są też 2 terminale komputerowe, na których dzieciaki mogą pobawić się m.in. w ubieranie szpiegów, pod warunkiem że mają ze 150 cm, inaczej nie zobaczą ekranu. Tak więc zamiast skupić się na wystawie musiałem podtrzymywać dzieciaka na rękach! Nie wiem kto za to odpowiada, ale trudno mi pojąć, że w instytucji, która żyje z turystyki rodzinnej panuje taka bezmyślność. Nie trzeba przecież zmieniać obudowy terminali - wystarczy postawić tam jakiś podest!!
Tak więc, ogólnie muzeum ma dużo do pokazania, ale co do jego funkcjonowania mam spore zastrzeżenia. Oferta dla turystów powinna być zdecydowanie poprawiona. Z drugiej strony bilety nie są drogie - rodzinny (dla 4 osób) za 34 zł to bardzo korzystna cena.
Relacja - dodatkowe informacje
Wiek dziecka/i
7 lat
Data pobytu
kwiecień 2015








Masz już konto w serwisie? Zaloguj się.
Aby dodać komentarz nie trzeba się rejestrować, wystarczy podać nick/pseudonim i prawidłowy e-mail (pozostanie ukryty i bezpieczny). Ocena atrakcji jest możliwa tylko przy dodawaniu relacji.