Skomentuj relację
Ocena atrakcji
4.0
Kopalnia położona jest kawałek dalej za Jaskinią Niedźwiedzią i Muzeum Geologicznym. Dosyć dziwacznie umiejscowiono kasę - trzeba się do niej wspinać po schodach, bo jest położona znacznie wyżej niż wejście do kopalni. Oczekując na zwiedzanie, które odbywa się okresowo co 20 czy 30 minut, można się schłodzić zimnym powietrzem, które bije z otwartego korytarza kopalni, niczym z klimatyzatora. Zwiedzaliśmy we własnym gronie, bo nikogo więcej nie było, mimo wakacyjnego weekendu.
Trasa turystyczna jest krótka i skromna w porównaniu do podobnych kopalni. Zwiedzanie polega więc głównie na słuchaniu ciekawych opowieści przewodnika i oglądaniu minerałów, głównie fluorytu, znajdujących się w ścianach, trwa niecałe 40 minut. Nie ma tu jakichś niesamowitych widoków, ale kilka miejsc jest godnych uwagi. Ogólnie, dobrze zachowano dawny wygląd i charakter obiektu. Jest ciemno, zimno, wilgotno, czasem mokro. W jednej wnęce zgromadzono kolekcję lamp górniczych, w innych stoi figura górnika ze sprzętem do wiercenia a także wagonik itp. Trochę denerwuje, że na ścianach wiszą jakieś tablice, ale przewodnik nie zatrzymuje się przy nich, tylko idzie dalej. Po co je więc tam wieszali?
Nasz syn najwięcej radości miał z faktu odnalezienia kawałka fluorytu, który mógł sobie zabrać do domu. Takie pamiątki są najcenniejsze i dzięki temu ta kopalnia zapadła mu na stałe w pamięci (notabene wypatrzył tez zdechłą ropuchę!).
Tylko w jednym miejscu pokazywana jest żyła uranu, o której przewodnik mówi, że "gdyby miał licznik Geigera to wykazałby promieniowanie". No i to jest jawna kpina z turystów, bo obowiązkiem tego człowieka jest posiadać taki licznik i pokazywać to zwiedzającym!!
Złe wrażenie zatarła jednak wspomniana radość dzieciaka oraz zakup bardzo ładnego okazu dekoracyjnego fluorytu, które są dostępne w kasie.
Trasa turystyczna jest krótka i skromna w porównaniu do podobnych kopalni. Zwiedzanie polega więc głównie na słuchaniu ciekawych opowieści przewodnika i oglądaniu minerałów, głównie fluorytu, znajdujących się w ścianach, trwa niecałe 40 minut. Nie ma tu jakichś niesamowitych widoków, ale kilka miejsc jest godnych uwagi. Ogólnie, dobrze zachowano dawny wygląd i charakter obiektu. Jest ciemno, zimno, wilgotno, czasem mokro. W jednej wnęce zgromadzono kolekcję lamp górniczych, w innych stoi figura górnika ze sprzętem do wiercenia a także wagonik itp. Trochę denerwuje, że na ścianach wiszą jakieś tablice, ale przewodnik nie zatrzymuje się przy nich, tylko idzie dalej. Po co je więc tam wieszali?
Nasz syn najwięcej radości miał z faktu odnalezienia kawałka fluorytu, który mógł sobie zabrać do domu. Takie pamiątki są najcenniejsze i dzięki temu ta kopalnia zapadła mu na stałe w pamięci (notabene wypatrzył tez zdechłą ropuchę!).
Tylko w jednym miejscu pokazywana jest żyła uranu, o której przewodnik mówi, że "gdyby miał licznik Geigera to wykazałby promieniowanie". No i to jest jawna kpina z turystów, bo obowiązkiem tego człowieka jest posiadać taki licznik i pokazywać to zwiedzającym!!
Złe wrażenie zatarła jednak wspomniana radość dzieciaka oraz zakup bardzo ładnego okazu dekoracyjnego fluorytu, które są dostępne w kasie.
Relacja - dodatkowe informacje
Wiek dziecka/i
7 lat
Data pobytu
lipiec 2015







Masz już konto w serwisie? Zaloguj się.
Aby dodać komentarz nie trzeba się rejestrować, wystarczy podać nick/pseudonim i prawidłowy e-mail (pozostanie ukryty i bezpieczny). Ocena atrakcji jest możliwa tylko przy dodawaniu relacji.